A jednak nurkuję

A jednak nurkuję

 

Świat podwodny jest fascynujący i zawsze bardzo mnie interesował. Lubiłam oglądać filmy o tej tematyce. Te zainteresowania dzieliłam razem z mężem, który jest dodatkowo nurkiem. Maż nurkuje już od dobrych 10 lat. Ja zawsze byłam osoba towarzysząca bo na nurkowanie jakoś nie mogłam się zdecydować aż do tego roku. Byliśmy na urlopie i maż oczywiście musiał zaliczyć nurkowania a ja jak zawsze mu towarzyszyłam.
Trafiliśmy na świetną bazę i wspaniała załogę. Jedna z kursantek Hania zaczęła mnie namawiać na nurkowanie, do rozmowy dołączyła jedna z instruktorek Agnieszka, która bardzo dokładnie wytłumaczyła mi jak to naprawdę wygląda i na czym to polega, jak przebiega zejście pod wodę, jaka jest rola instruktora. Agnieszka zapewniła mnie, ze wszystko jest bezpieczne i nic złego nie ma prawa się stać. No, ale ja pełna fałszywych wyobrażeń nie bardzo dałam się przekonać – moja wyobraźnia pracowała na pełnych obrotach ,a bo wiek! Mam 50 lat (to nic starsi nurkują), a bo maska może przeciekać i co ja wtedy zrobię?! (to nic-wystarczy przedmuchać), a jak będę mieć problemy z oddychaniem to co ja wtedy zrobię?! (to nic-aparat sam podaje ci powietrze). a to schodzi się tak głęboko! (to też nic-pierwsze zejście jest 4-6 metrów) ,a cały strój płetwonurka wygląda tak skomplikowanie i wręcz groźnie (jest prostszy w obsłudze niż pralka, którą właśnie kupiłam). Agnieszka przekonała mnie, że to wszystko obsługiwać będzie za mnie instruktor, który schodzi razem ze mną i on wszystkim się zajmuje i za mnie odpowiada i za moje bezpieczeństwo.
No i tu już zaczynałam się przełamywać. Ale… mój ostatni koronny argument (myślałam, że nie do obalenia) 3 miesiące wcześniej miałam operacje na kręgosłup dość poważną- to nic UBIERZEMY NA WODZIE!!! (a pod wodą nie ma już żadnych przeciążeń, a pływanie jest jak najbardziej wskazane) no tak… lekarz też to mówił -pływać, dużo pływać!!
Strach strachem, ale ciekawość wzięła gorę tym bardziej, że mąż zaliczył już swoje pierwsze nurkowanie i jak zawsze tradycyjnie były omawiane wrażenia spod wody, których zawsze mocno mu zazdrościłam. No i podjęłam decyzję. SCHODZĘ! Jeszcze tylko pomyślałam, że jak nie będzie mi się podobać lub będę mieć jakieś kłopoty to natychmiast daje znak, że jednak chcę na powierzchnie. Tym sposobem trafiłam w ręce Walida, świetny instruktor, obdarzony ogromnym talentem i świetny psycholog, który potrafi rozładować napięcie, ma świetne podejście do przerażonego delikwenta, którym niewątpliwie byłam. Jego spokój i opanowanie od razu mi się udzielił i pierwsza moja myśl, że z kimś takim nie może stać mi się krzywda. Ubrałam się w piankę na łodzi i założyłam pas, jeden pan z załogi delikatnie wsunął mnie do wody, gdzie czekał już na mnie instruktor z jacketem i butlą.
Jak zostałam już ubrana, Walid uspokajającym głosem udzielił mi jeszcze kilka rad i kilka uwag – rozmowa przed zanurzeniem podziałała na mnie uspokajająco i powoli zaczęliśmy się zanurzać. Oczywiście, byłam pełna obaw, ale obecność Walida i trzymanie za rękę podziałało na mnie wręcz kojąco i uspakajająco, maska nie przeciekała, z oddychaniem nie było problemów. Instruktora kurczowo trzymałam za rękę, żeby czasem mi się nie wymsknął, powoli zaczynał opuszczać mnie strach, a udzielało mi się opanowanie i spokój Walida i powolutku zaczęłam się rozglądać, a wtedy uderzyło mnie wręcz bogactwo świata podwodnego, te kolory i ten spokój pod wodą… Poczułam się wolna i zintegrowana z otaczającą naturą, tak jak bym była jej częścią. Doświadczenia i odczucia wręcz niesamowite. Nawet nie wiem kiedy opuścił mnie strach. Górę wzięła fascynacja.
Naprawdę coś niesamowitego i wspaniałego, czas zleciał mi nie wiem kiedy, miałam wrażenie, że dopiero co się zanurzyliśmy, a tu już czas się wynurzać.
Na powierzchni mąż już czekał i oczywiście pytania: „No i jak było?”
A BYŁO CUDOWNIE – i moja pierwsza myśl – Za rok robie licencję!
Mój mąż podchwycił myśl – A po co czekać aż rok, jak można od razu, na gorąco?
Tym bardziej, że na następny dzień zaczynał się kurs, i tak sobie pomyślałam, że faktycznie, skoro już przełamałam bariery i załapałam bakcyla, to już trzeba iść za ciosem, bo wiedziałam, że NA PEWNO BĘDĘ    nurkować, bo moja przygoda z nurkowaniem się nie skończyła. Ona się dopiero zaczyna.
No i od następnego dnia zaczęłam kurs – filmy, książki ,nauka. Najpierw teoria, potem zajęcia na basenie,  później już pod wodą wiedza i znajomość tematu, dodały mi dodatkowo pewności siebie, która przydała się przy egzaminie, który oczywiście zdałam i mogę się pochwalić ze mam licencję. Ale nurkować będę z ludźmi z Diving-Stars, bo z nimi czuje się bezpiecznie i potrafią stworzyć rodzinną atmosferę i otoczyć każdego opieką, i jak widzę mają do każdego indywidualne podejście. Wspaniała załoga, wspaniała przygoda i wspaniałe wspomnienia.
No i powiem nieskromnie, że JESTEM Z SIEBIE DUMNA, bo zdałam egzaminy, choć całą zasługę, że jestem pełnoprawnym nurkiem przypisuje załodze, bo to dzięki nim i rozmowom z nimi przełamałam swoje bariery i swój paniczny strach, to z nimi stawiałam swoje pierwsze kroki i to z nimi się uczyłam nurkować.
Z nimi czuje się jak w rodzinie otoczona sympatia i pomocą, i wiem ze na nich mogę liczyć w każdej sytuacji.