ABC Nurkowania

ABC Nurkowania

Nie mogłem już wysiedzieć w pracy.Przez wszechobecną szarugę stałem się nieefektywny. Na sanatorium jeszcze dla mnie za wcześnie stąd mój wybór padł na wiecznie słoneczny Egipt. Na przekór zimie, spakowałem letnie rzeczy i ABC – czyli niezbędnik eksploratora raf – płetwy, maskę i fajkę do snorklingu. Wcześniej widziałem te wszystkie piękne rybki i rafę tylko w telewizji, więc teraz postanowiłem zobaczyć ten świat na własne oczy. Jakoś niedowierzam mediom – wolę sam sprawdzić. Po kilku godzinach od wylotu wylądowałem w Hurghadzie – turystycznej miejscowości położonej na skraju pustyni nad Morzem Czerwonym. Pogoda była wspaniała! Słońce i ciepło, to znaczy – baaaardzo ciepło. Wyszedłem z lotniska i  pokonując 200 metrowy dystans dzielący mnie od autobusu, czułem jak się rozpływam. Kolejny raz okazało się, że klimatyzacja, to jednak świetny wynalazek. W hotelu zmieniłem jeansy i swetry na rzecz kąpielówek i koszulki – to miał być strój obowiązujący aż do powrotu do Polski. Po zameldowaniu się w hotelu i obejrzeniu pokoju trzymając pod pachą płetwy i całą resztę ekwipunku pognałem na plażę. Miodzio, po prostu miodzio pomyślałem. Woda jest krystaliczna, turkusowo-niebiesko-zielona, nawet z brzegu widać wypłycenia przy rafach. Przyzwyczajony do letnich temperatur w Bałtyku ostrożnie zaatakowałem wodę wiedząc, że trzeba się zahartować:-). Tutaj nastąpił pierwszy szok. Woda cieplejsza niż u mnie w kranie:-) więc bum do morza. W locie ubierałem maskę, nie mówiąc o płetwach założonych jednym ruchem podczas pięknego wyskoku, który zaserwowałem sobie z mola. Ale chyba tylko ja uważałem że mój skok jest fantastyczny, ponieważ po wynurzeniu się zobaczyłem nad sobą pełne zatroskania oczy ratownika. Płynną angielszczyzną zapytał się czy mi się nic nie stało, ponieważ widział jak zasłabłem i gruchnąłem do wody. Hmmm, więc muszę jednak popracować nad techniką… Zostawię to na zimowe dni na basen, który jest niedaleko mojego domu. Po rozmowie z ratownikiem i uspokojeniu go mogłem wreszcie sobie popływać i pooglądać rafę. Powiem tak – raj na ziemi, coś o czym marzy się jadąc do tego kraju, cudownie, bajkowo! Pływanie w masce z fajką pozwoliło mi na ciągłe oglądanie każdej kolorowej rybki, która przewijała się nad i przed maską, a płetwy pozwalały pędzić za nią i nieraz nawet dogonić. Rafa przy moim hotelu była przepiękna. Mieniła się we wszystkich znanych mi kolorach, a żerujące rybki były fantastyczne. Jedna ryba wielkości sporego karpia, z wyglądu przypominająca papugę fajnie skrobała dziobem o rafę. Jak udało się jej oderwać choć kawałek to goniła opadającą część i bawiła się tak długo aż ją zjadła. Była bajecznie kolorowa od zielonego do czerwonego. Rafa w miejscu gdzie pływałem opadała pionowo w dół i nie było widać dna. Później dowiedziałem się, że w tym miejscu miała głębokość około 50 metrów. Płynąc sobie dalej zobaczyłem mały ukwiał a obok niego dwie małe pomarańczowe rybki w brązowo-czarne pionowe paski – przypomniał mi się od razu film  „Gdzie jest Nemo”:-). Fantastycznie wyglądały jak pływały między tym ukwiałem, chyba w nim mieszkały bo broniły go przed innymi rybami. Zauważyłem że jak inna ryba przepływała koło nich to ją atakują a potem same chowają się. Wyglądało to jakby mówiły: „To mój domek! Jazda stąd!” To co zobaczyłem już w pierwszy dzień pod wodą było wspaniałe! A przede mną jeszcze cały tydzień urlopu :-). I tak, snorkując przy hotelu spędziłem kolejne dwa dni. Naszedł czas na kolejne wyzwanie. Wybrałem się na snorkowanie z łodzi. To było przeżycie – rano około godziny 8.30 podjechał po mnie busik i po sprawdzeniu że to właśnie z tą bazą nurkową płynę zapakowałem się do auta. W aucie poznałem grupę nurków – fajni ludzie – weseli, otwarci, od razu poczułem się jak wśród starych, dobrych znajomych. Pomyślałem że dzień będzie super. Po wejściu na łódź i odprawie, wypłynęliśmy na pierwszą rafę. Podczas płynięcia dowiedziałem się, że będziemy na rafie za około 40 minut i że w tym czasie możemy się opalać lub też opalać się :-). Leżąc na górnym, słonecznym pokładzie słuchałem jak moi nowi znajomi rozmawiają na temat swojego nurkowania. Zaczęło mnie to interesować, ponieważ oni mieli nurkować w sprzęcie, akwalungu, jak mówił dziadek. Dzięki temu mogli przebywać pod wodą i oglądać moje rybki od spodu 🙂 No i na pewno będą widzieć więcej ciekawych rzeczy do których ja snorkując nie będę w stanie dotrzeć i spokojnie pooglądać. Wiele razy dawałem nurka w ABC jak coś mnie zaciekawiło – a ciekawiło mnie wszystko – bo wszystko w tym morzu jest warte uwagi. Jednak po paru sekundach moje oczy wychodziły z orbit a płuca paliły prosząc mnie o trochę powietrza, które niestety było 5 metrów nade mną. Niechętnie, ale z musu wynurzałem się, aby zaczerpnąć parę oddechów – cóż, przyzwyczajenie drugą naturą człowieka. Oni w tym czasie mogli oglądać to wszystko bez wytrzeszczu oczu i bez uczucia że serce zwalnia obroty z powodu braku powietrza :-). Ale to nic, ja miałem swoje płetwy, maskę i fajkę i był to mój pierwszy wyjazd nad Morze Czerwone, więc i tak byłem w siódmym niebie. Po zakotwiczeniu przy pierwszej rafie, zszedłem na dolny pokład z którego mogliśmy wskakiwać do wody. Po instrukcji zachowania się na pokładzie mokrym i wydzieleniu miejsca dla nas snorków, zacząłem brać powoli rozpęd, aby znowu na bombę wpaść do tej turkusowej wody. Na prawej burcie ubierali się nurkowie w swój sprzęt, łypiąc jednym okiem na nich, z nutką zazdrości, że oni będą pod wodą głębiej i dłużej, rozpędziłem się i wykonałem wspaniały skok do wody. Woda z temperaturą 25 stopni okazała się wprost rewelacyjna. Coś mi jednak przeszkadzało w pływaniu. Okazało się, że tak skupiłem się na oglądaniu nurków, że zapomniałem założyć płetw. Wgramoliłem się po drabince na pokład, przeciskając się między wszystkimi, którzy powoli, majestatycznie ubrani w przypisany sobie sprzęt wędrowali do wody. Minęła minuta i już byłem znowu w wodzie, to co zobaczyłem zapierało dech w piersiach. Widziałem dużą płaszczkę leżącą na dnie pod łodzią, niedaleko niej leniwie przepływała murena rozglądając się gdzie znajdzie jakąś dziurę w rafie aby w nią wpłynąć. Sama rafa roiła się od czerwonych małych akwariowych rybek. W dole widziałem coś co przypominało dużą głowę sałaty i pływały koło tego małe, czarne rybki. Oczami latałem po całej rafie, aby zapamiętać jak najwięcej z tego cudnego, innego świata. Zobaczyłem moich nowych znajomych nurków, którzy wracali ze swojej wycieczki. Zazdrościłem im, że oni są tam i mogą przy wszystkich tych wspaniałościach zatrzymać się i popatrzeć dłużej, niż moje płuca mi pozwalają. Po pierwszym nurkowaniu był obiad na łodzi, później przeparkowaliśmy się na druga rafę i tam było drugie nurkowanie.
Wystarczyła mi tylko maska i fajka aby znaleźć się w zupełnie innym świecie, świecie w którym ktoś przy pomocy całej palety barw pomalował wszystkie znajdujące się tam stworzenia. Widziałem pod wodą grę światła i kolorów przenikających przez powierzchnie wody i czułem się jak w świecie bajek czytanych w dzieciństwie. To był mój pierwszy krok do raju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.