Mój kolejny pierwszy raz

Mój kolejny pierwszy raz

 

Myśl tego wyjazdu zrodziła się w kilka sekund, kiedy zmęczona beznadziejnością mojego życia postanowiłam odpocząć od ponurych myśli w ciepłym Egipcie. Zamysł był jeden: relaksować się i wygrzewać ciałko z dala od przeszłości i problemów dnia codziennego. Nie myślałam o nurkowaniu, choć 100 lat temu otarłam się o tę przyjemność w basenie. Na mojej drodze jednak stanął „ON” – gaduła, która tak niesamowicie opowiadała o swojej pasji, że moja chęć zostania nurkiem nagle wróciła. Ożyły wspomnienia sprzed lat i wtedy postanowiłam zrobić kurs OWD. Myślałam, że wiem czego się mogę spodziewać. W końcu kiedyś tego zasmakowałam. Jednak moja cała wcześniejsza wiedza i pewność siebie, prysła już przy pierwszym wejściu do wody. Instruktor coś mi pokazuje: ściągnąć maskę, założyć, przedmuchać ją – proste kiedyś to robiłam, ale co się ze mną dzieje?! Nie mogę się utrzymać w pozycji, przekręcam się, wyglądam jak żółw leżący na plecach, bezradnie machając nogami i rękoma (chciałam je oglądać, a nie zmieniać się w nie).
No cóż, myślę: stres, zimna basenowa woda, pierwszy raz po tylu latach… Jutro będzie lepiej.
Instruktor twierdzi, że robię wszystko OK, więc pewnie tak jest. Następnego dnia mamy te same ćwiczenia powtórzyć w morzu. Po założeniu sprzętu skok do wody, „będzie super” – myślę sobie – „w końcu zobaczę to fascynujące podwodne życie”. Kiedyś uczono mnie zanurzać się „scyzorykiem”, teraz czeka mnie banalnie proste zanurzenie – spuścić powietrze z jacketu i już. Naciskam przycisk, ale o co chodzi? Wszyscy idą w dół, a ja walczę na powierzchni. Głupio mi i wstyd, przecież mówiłam, że kiedyś to robiłam. Nie myślałam wtedy, że to takie trudne. No tak! Powietrze z jacketu zeszło, ale zostało jeszcze w płucach. Jak to wszystko połączyć ze sobą? Pytania… podwodne znaki… nic nie pamiętam! Przecież uczyłam się, umiałam. Nie wiem co się ze mną dzieje. Nieustanna walka o to, by wszystko odbyło się perfekcyjnie zakończyła się fiaskiem. O wszystkim w jednej chwili zapominam, paraliżuje mnie strach, nie przed głębiną, lecz przed tym, że zawiodę osobę, która dokłada wszelkich starań, by mi przekazać swoją wiedzę związaną z nurkowaniem. Nie mogę nic powiedzieć, przecież jestem pod wodą, duszę się, cała mądrość gdzieś uciekła i w chwili całkowitej rozpaczy spoglądam w jego oczy – ciepłe, przyjazne, cierpliwe, dodające otuchy. Przenikają mnie one i w jednej chwili rozumiem bez słów co do mnie mówią. Kiedyś nie umiałam patrzeć ludziom prosto w oczy, onieśmielały mnie, tu nie miałam wyjścia. Zaryzykowałam. Głębokie spojrzenie i…czuję, że to jest to, że przemawia do mnie cała jego dusza, chcąc pokazać mi piękno tej krainy. Nurkując chciałam zobaczyć śliczną rafę, piękne rybki oraz inne stworzonka, ale przed moimi oczami był tylko „ON”. To on był dla mnie pięknym rybim obrazem, za którym podążałam wzrokiem i ciałem, nie chcąc, aby się zbytnio oddalił. I nagle, co się ze mną dzieje?
Ginie strach, wraca pewność siebie, zaczynam widzieć oczami tego człowieka, dostrzegam przepiękny, bogaty świat.
Męka z pływalnością skończyła się, a zaczęła wspaniała zabawa. Otworzyłam oczy i oprócz Niego, zaczęłam dostrzegać inne rybki. W tym momencie wiedziałam już, że to jest moje drugie życie. Zamiast utonąć, utonęły moje wspomnienia, a ja zaczynam żyć na nowo, otwiera się dla mnie nowy, jakże wspaniały świat.
Otwieram się na ludzi, jestem taką jaką zawsze chciałam być. Jednak to co piękne szybko się kończy. Wynurzamy się na powierzchnię, serce się raduje niespotykanym uczuciem, którego jeszcze nigdy nie doświadczyłam.
Schodzę pod wodę z obcą osobą, a wynurzam się z przyjazną duszą, z bratem, dla którego zrobiłabym wszystko. Swoim spojrzeniem zajrzał mi w głąb serca, do jego mrocznych wspomnień i w jednej chwili zrozumiałam, że przeszłość się nie liczy, że kocham to co zaczęłam robić, kocham ten podwodny raj, kocham nurków, którzy stali się dla mnie nową rodziną, wreszcie kocham i uwielbiam te oczy, które wprowadziły mnie w otchłań i pokazały całe to piękno. Gdy się już z tym wszystkim oswoiłam, a pewne ćwiczenia wychodziły mi automatycznie, kolejny szok. Ratunku! Odcinają mi pępowinę. Mój instruktor, który był tylko dla mnie, idzie szkolić innych, a ja zostaję rzucona na głębokie wody. Ale… ta zmiana nie była już tak bolesna. Trafiłam na super przewodnika nurkowego, który „nie odwalał roboty”, ale sercem pokazywał nam sekrety podwodnego życia, udzielając wielu wskazówek. Uwieńczeniem całego mojego wysiłku było spotkanie z delfinami. Z wielkimi, ciekawskimi istotami, które podpływają by się z nami bawić. Niesamowite uczucie, zapomina się wtedy o wszystkim, by tylko jak najdłużej taplać się z nimi w wodzie. Znalazłam to coś czego szukałam przez całe życie. Luz, swoboda, prawda, uczciwość. Żyć pełnią życia i robić to co się kocha. Znalazłam drogę, którą chcę podążać. Po powrocie do domu opowiadam przeżycia moim przyjaciołom. Cieszę się, ale widzę, że oni mnie nie rozumieją. Dziwnie patrzą jak na odmieńca. Czuję się jak wyrzutek, ktoś obcy i jeszcze bardziej tęsknię do mojej laguny, do ludzi, z którymi będę mogła podzielić się radością, którzy mnie zrozumieją. Liczę dni do powrotu do Egiptu. Zaczynam dusić się w tym znanym, a jakże obcym mi świecie.
Czekam z niecierpliwością do kolejnego wyjazdu.